|
Może bym do dzisiejszego dnia tkwiła gdzieś tam nad Niceą, gdyby nie to, że napatoczył mi się w końcu jakiś samochód. Pobłogosławiłam automatyczne otwieranie okien.
- Przepraszam, gdzie ja jestem?! - wrzasnęłam rozpaczliwie. - Ja chcę do Nicei, Promenadę des Anglais!
- Ciągle w dół! - odwrzasnęła mi na to osoba w samochodzie i w tym momencie rozjaśniło mi się wreszcie w umyśle.
|